Informacje

czwartek, 09 sierpień 2012 12:34

Świadectwo Aliny

Napisane przez 

 

Moje świadectwo

 

Jako dziecko chodziłam do kościoła katolickiego, lecz moja rodzina była katolicka tylko z nazwy. Dziadkowie, sąsiedzi, wszyscy dookoła są katolikami, my też musimy-takie było podejście. Na kazaniach jednak nie słuchałam tego, co było mówione-liczyłam tylko minuty do końca mszy. Czasami jednak, w kryzysowych sytuacjach, modliłam się do Boga i zawsze otrzymywałam od Niego wsparcie, lecz za każdym razem rozbrzmiewało w mojej głowie powiedzenie „jak trwoga, to do Boga” i wstydziłam się tego, że potrzebuję Go tylko wtedy, kiedy sama jestem już bezradna.  Myślałam, że można albo całkowicie na Nim polegać, albo tylko na sobie. Byłam ochrzczona, przystąpiłam do pierwszej komunii, ale nie brałam tego na poważnie.   Mówiono mi, że pierwsza komunia to przyjęcie Jezusa do swojego serca. Myślałam o tym, jako o procesie, przez który przechodzi każdy. Po którym nic się nie zmienia. Podobała mi się wizja prezentów i przyjęcia, więc ochoczo na to przystanęłam. Podobnie było z Bożym Narodzeniem i Wielkanocą- prezenty, jedzenie i odświętne stroje.O rodzinnej atmosferze trudno za wiele powiedzieć, gdyż od kiedy pamiętam, w domu zawsze były kłótnie. Tak było do końca szkoły podstawowej-podchodziłam do Boga jako do czegoś, co każdy uważa za oczywiste, każdy z rówieśników chodził na religię, do kościoła, jednak nikogo On tak naprawdę nie obchodzi.

 

Przestałam chodzić na msze-po prostu mi się nie chciało. Na zajęciach z religii spałam. Nikomu nie przeszkadzało, że mam takie podejście. Nauczycielom i rodzicom przeszkadzało jedynie to, że źle się zachowuję. Nie miałam szacunku do innych ludzi i nie przeszkadzało mi krzywdzenie osób dookoła. Idąc do gimnazjum, chciałam się zmienić. Kierowała mną jednak tylko potrzeba uznania moich wysiłków. Byłam wzorową uczennicą-nie trwało to jednak zbyt długo. Miała na to wpływ przede wszystkim sytuacja w domu. Moje życie wtedy było pasmem złych decyzji i jeszcze gorszych skutków. Byłam wciąż nieszczęśliwa, rozgoryczona i pełna gniewu, który wyładowywałam na bliskich. Moja siostra dołączyła do zboru baptystów, ja jednak nie byłam tym zbytnio zainteresowana. Odczuwałam potrzebę Boga, ale bałam się. Bałam się zrezygnować z tego, co miałam, co osiągnęłam poprzez grzeszne działania. Myślałam i mówiłam o tym, by kiedyś w końcu się odważyć. Zaczął się jednak okres w moim życiu, kiedy pozwalałam sobie na coraz więcej. Zaczęłam próbować używek, spotykałam się prawie tylko z ludźmi, których szczytem rozrywki było upicie się. Coraz bardziej zagłębiałam się w rozpacz i bezsilność, ale udawałam, że jest jak należy. Miałam poważne zaburzenia odżywiania, myśli samobójcze. Kłamstwa były niezbędne, by dalej ciągnąć tak bezsensowne życie. Nie miałam prawie nikogo, kto pomógłby mi z moimi problemami. Chodziłam do wielu psychologów, jednak nie tego potrzebowałam....

 

Od siostry brałam chrześcijańskie powieści, które sprawiały, że zrozumiałam, jak bardzo Bóg mnie kocha i chce mojego szczęścia, ale wciąż wolałam czerpać przyjemność z grzechów. Nawrócenie się odkładałam „na później”. Myślałam, że wyszaleję się i po jakimś czasie zwrócę się ku Bogu. Jednak czułam tą pustkę. Siostra zaprosiła mnie na konferencję tutaj, do zboru. Słuchając Jego Słowa, zrozumiałam, jaki jest dobry i że kocha nawet kogoś takiego jak ja. Pojechałam na młodzieżową konferencję do Warszawy. Był to niezwykły czas, wiele się tam nauczyłam. Podczas jednego z ostatnich uwielbień poczułam Bożą bliskość. Był to czas wzruszenia. Poczułam potrzebę pójścia do odosobnionego miejsca. Szłam, ale po jakimś czasie nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Upadłam na kolana. Płacząc z żalu nad sobą i wdzięczności pochyliłam głowę, ukryłam ją w ramionach. W tamtym momencie wszystko zrozumiałam. Przyjęłam Chrystusa do swojego serca. Tym razem naprawdę, nie tak, jak podczas pierwszej komunii. Obiecałam Mu wierność i oddanie. Kiedy wstałam, czułam, że jestem inną osobą. Po powrocie do domu oznajmiłam wszystkim przyjaciołom, co się wydarzyło. Nikt nie mógł uwierzyć. Kiedy mówiłam, że nie chcę grzeszyć, nie dowierzali. Jednak po kilku miesiącach każdy, kto znał mnie choć trochę, mówił, jak bardzo się zmieniłam.

 

Słyszałam i do tej pory słyszę, że jestem milszą osobą, obowiązkową, przyjemnie spędza się ze mną czas. Jezus nauczył mnie, jak żyć. W zeszłym roku skończyłam klasę z zachowaniem nieodpowiednim na świadectwie (prawie najgorszym). W tym roku pierwszy raz w życiu udało mi się zdobyć świadectwo z paskiem-nie dlatego, że zaczęłam się uczyć, tylko dlatego, że moja postawa, myślenie, zachowanie-wszystko radykalnie się zmieniło. Nie bałam się opinii innych ani tego, że coś może pójść nie tak. Ufałam Bogu. Od tamtego czasu Jezus codziennie wpływa na moje decyzje. Wszystkie, które podjęłam, sprzeciwiając się mu, zostały bardzo pożałowane. To, co robię w zgodzie z jego nauczaniem, zawsze kończy się sukcesem. Kiedy mówi mi, że właśnie to jest właściwe, słucham się, choć czasem tego nie rozumiem. Dopiero po jakimś czasie widać, dlaczego Bóg miał rację. On ma dla nas doskonały plan. Plan, w którym osiągniemy największy poziom szczęścia, jaki tylko jest dla nas możliwy. Lecz żeby dostać wszystko to, co On dla nas przeznaczył, musimy się go słuchać i ufać mu.

 

Wielką radość sprawia mi dzielenie się z ludźmi ewangelią. Wiem i widzę, że nie odbija się ona nie pozostawiając śladu od tych, którym ją przekazuję. Swoim przykładem przekonuję ludzi, że Słowo Boże jest prawdą. Chcę należeć do Boga w pełni. Jedynie, co mnie od tego dzieli, to chrzest, dlatego jestem pewna tej decyzji. Oddałam Bogu moje życie. On wziął je, pobłogosławił i oddał tysiąc razy lepsze. Jezus kocha nas takich, jakimi jesteśmy, ale mając wiarę, możemy być o wiele lepsi. Nie można z góry zakładać, że jest to nieprawdą, albo że się tego nie potrzebuje. Nikt nie wie, że miłość Boża jest najwspanialszą rzeczą, jakiej może doświadczyć w życiu, dopóki jej nie zazna.

 



 

Alina Rusak

 

Najnowsze od Super User

Więcej w tej kategorii: « Znaczenie słowa

623097
All
623097